Sukces Tuska

0

A więc, wzięło się stało. Donald Tusk 1 grudnia rozpoczął urzędowanie w Brukseli. Tylko w imię czyich interesów?

„Szanowni Państwo, Panie i Panowie, właśnie nastała wielka chwila. Donald Tusk oficjalnie objął stanowisko szefa Rady Europejskiej i w ten oto imponujący sposób zapisał się na kartach historii. Jesteśmy świadkami wiekopomnej chwili…”

Właśnie tak – za kilka lat będą wyglądały opowiadania niektórych osób o tym jakże wielkim sukcesie Polski i Europy. Że w końcu zostaliśmy docenieni, my jako naród, my jako Polska. I że 1 grudnia 2014 roku to historyczna data w naszej najnowszej historii. Najwyższa pora napisać na nowo podręczniki do szkół, bo te stare nie zawierają na swoich stronach jakże ważnego wydarzenia. I nie jest tam opisana nasza duma z naszego premiera, czyli „prezydenta Europy”. Bo tak w ogóle to brawo my.

Daruję sobie przywoływanie przypadków, gdy ludzie wychodzili spontanicznie na ulice i świętowali rozpoczęcie urzędowania byłego premiera w Brukseli.

Bo takich przypadków nie było. Owszem cieszą się Ci, którzy na tym skorzystali, otoczenie samego „prezydenta Europy”, jego rodzina, koledzy z partii. Ale dla większości Polaków nie ma to większego znaczenia. Każdy, kto ciekaw może zajrzeć do traktatu lizbońskiego i szybko się dowie jak „wielką” rolę będzie od początku grudnia odgrywał Tusk. Doprawdy – kompetencje, które od 1 grudnia posiądzie, będą się ograniczać do organizowania spotkań szefów państw i szefów rządów. Ważnych ludzi, do których właśnie Tusk, rezygnując z posady premiera Polski, przestał się zaliczać. Roboty tam będzie miał niewiele, wiele za to będzie zarabiał. Dla niego samego to oczywiście wielki awans. Ale głównie finansowy i prestiżowy. Realna władza przeminęła z wiatrem.

Ponoć słychać również, że Tusk po wypełnieniu swojej kadencji zamierza wrócić do Polski i starać się o urząd prezydenta RP. Mam nadzieję, że w odróżnieniu od swojego poprzednika z Brukseli, będzie miał charyzmę. Inaczej słowa Nigela Farage’ a o ludziach piastujących stanowisko szefa Rady Europejskiej nie stracą na aktualności.

Wciąż zastanawia mnie jednak, dzięki komu nasz rodak zawdzięcza tą posadę. Z ujawnionych taśm „Wprost” wynikało, że Tuskowi bardzo się nie podobały plany Camerona dotyczące zmian w sprawie zasiłków. Mało tego, raz miał nawet w bardzo ostrych słowach ochrzanić Camerona i powiedzieć, co on o tym wszystkim myśli. Czy to, aby na pewno nie był topór wojenny, który nasz były premier postanowił zakopać w imię własnych interesów? Brytyjskie media aż huczały od plotek na ten temat. Rzecz jasna ja nic nie przesądzam, tylko się obawiam.

* * *

Nominacji Tuska, o czym już wcześniej wspomniałem, z pewnością przyglądał się Cameron. Całkiem możliwe, jak już pisałem wyżej, że miał w tej nominacji decydujące zdanie. I znając jego upór jak i historię, to Wielka Brytania na pewno coś tu ugrała dla siebie. Pytanie tylko, co dokładnie…

W każdym razie tak sprawę relacjonowały brytyjskie dzienniki. Jako zwycięstwo Camerona, który wcześniej przegrał batalię o szefa Komisji Europejskiej. Wtedy musiał uznać wyższość Merkel i Juncker został nominowany.

Zaraz po samej nominacji Tuska na szefa Rady Europejskiej nastąpiła wymiana uprzejmości między byłym premierem Polski a obecnym premierem Wielkiej Brytanii. Oczywiście tych wszystkich kurtuazyjnych i ugrzecznionych komentarzy można się było spodziewać, ale czy nie oznaczają one „klepnięcia” pewnego dealu?

Bardzo cieszy się za to niemiecka opinia publiczna. Znajomość Tuska z Merkel ma tu kapitalne znaczenie.

A czego ja się spodziewam po „prezydenturze” Tuska?

Osobiście to niczego wielkiego. Jego funkcje będą się ograniczać głównie do administrowania i przeprowadzania spotkań. Z tym sobie z pewnością poradzi, tym bardziej, że jak mogliśmy usłyszeć, były premier nauczył się dość sprawie posługiwać językiem angielskim. To w jego nowej roli będzie miało największe znaczenie.

Pozostaje mieć wielką nadzieję, że nie przehandluje spraw Polaków żyjących poza Polską, tylko dlatego, że zamarzyła mu się międzynarodowa kariera. Kariera karierą, ale naprawdę nie tylko o to w polityce chodzi.

Jeśli faktycznie Tusk zamierza po unijnym stanowisku wrócić do Polski i starać się o prezydenturę, to musi uważać na to, co dalej będzie działo się z samą Unią Europejską. Gdyby Wielka Brytania z niej wystąpiła oznaczałoby to ni mniej, ni więcej tyle, że ten projekt dostaje kolejny znak zapytania. Tusk, jako przewodniczący Rady Europejskiej, może te znaki firmować.

Przekaż dalej

Odpowiedz