Czy Polacy w UK potrzebują pomocy psychologicznej?

0

Czy Polacy w Anglii mają problemy wymagające pomocy psychologicznej? Jaka jest kondycja psychiczna ludzi, którzy pozostawili kraj, rodziny, dzieci i wyruszyli w poszukiwaniu lepszego życia? Czy wyjazd do UK wywiera presję na naszej psychice i jakie są tego konsekwencje. Postaramy się odpowiedzieć na te pytania w rozmowie z psychologiem Krzysztofem Kotowskim, o którym pisaliśmy kilka miesięcy temu.

Nie żyje się za karę

Rozmowa z Krzysztofem Kotowskim – psychologiem, psychoterapeutą, pedagogiem specjalnym, którego gabinet działa w Peterborough. Polski psycholog przyjmuje od poniedziałku do soboty w godzinach od 10:00 do 19:00. Więcej informacji uzyskać można pod numerem telefonu: 07497703075 lub wysyłając wiadomość na adres: gabinet@krzysztofkotowski.pl

Pański Gabinet Psychoterapeutyczny został przeniesiony z Polski do Peterborough niespełna dwa miesiące temu. Jest coś co pana szczególnie u nas zaskoczyło?

Może nie tyle zaskoczyło co wyjątkowo zaniepokoiło. Myślę tu o kondycji psychicznej Polaków w Peterborough i okolicach, a z tego co już wiem to właściwie… w całej Wielkiej Brytanii.

Jest aż tak źle?

Niestety tak. Mogło by się wydawać, że ludzie przyjechali tutaj po – jak to lubimy mówić – lepszą przyszłość, po sukces, po fajniejsze życie, a jednak…

…A jednak nie narzeka pan na brak pracy…

Zdecydowanie nie narzekam, ale bądźmy szczerzy – przecież od tego w końcu jestem, aby pomagać w tego typu problemach i leczyć schorzenia z nimi związane. Tyle tylko, że świadomość tego jak wielu ludzi zmaga się tu z zaburzeniami depresyjnymi, poważnymi kłopotami rodzinnymi a także – mówiąc wprost – uzależnieniami – powoduje, że chwilami naprawdę strach się bać.

Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się pacjenci?

Obowiązuje mnie całkowita tajemnica zawodowa, więc o konkretnych przypadkach nie wolno mi mówić, ale o ogólnych tendencjach porozmawiać możemy. Najwięcej problemów Polacy na Wyspach mają – co akurat nie jest wielkim zaskoczeniem – z tak zwanymi chorobami afektywnymi, do których należą wszelkiego rodzaju depresje. To nawet nie chodzi o to jak wiele osób zmaga się tu z depresjami, tylko o to jak niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę.

Nie wiedzą, że chorują?!

W tym cały problem. Jesteśmy narodem, który wciąż nie ma w zwyczaju zapobiegać, a do lekarzy czy terapeutów zgłaszamy gdy jest już za późno. O psychoterapii w ogóle się w Polsce raczej nie mówi, a przeciętny obywatel nigdy nie był w gabinecie w którym leczy się nerwice, uzależnienia oraz rozwiązuje bardzo czasem poważne problemy rodzinne.

Odwrotnie niż w USA czy Zachodniej Europie…

Właśnie. Amerykanie uczynili z tego niemal sposób na życie. Tam prawie każdy ma swojego psychoterapeutę, z którym spotyka się regularnie nawet już po wyleczeniu. Psychoterapeutów traktuje się tam nie tylko jako tych, którzy leczą, ale także jako panaceum, które chroni nas przed stresami życia codziennego. Polacy z kolei nie mają nawet często świadomości jak niezwykle skuteczna przy dzisiejszym stanie wiedzy jest psychoterapia. I to jest w tym wszystkim najgorsze, bo depresja to w dzisiejszych czasach choroba społeczna, a więc tak powszechna, że dotykająca więcej niż połowę populacji.

Powróćmy jeszcze na chwilę do tego o czym rozmawialiśmy przed chwilą – jak można nie wiedzieć, że się na coś choruje?

A można. I nie ma tu nic do rzeczy inteligencja czy wnikliwość. Ludzie po prostu przyzwyczajają się do fatalnego przekonania, że cierpienie jest rzeczą normalną w życiu i nie ma co z tym walczyć. Mają ogromne trudności ze wstaniem rano i zebraniem się do pracy bo czują że nie mają siły. W ciągu dnia ogarnia ich trudny do przezwyciężenia smutek, czasem mają napady lęku pojawiającego się nie wiadomo skąd. Są też tacy, którzy nie są w stanie zrozumieć dlaczego mają poczucie beznadziei skoro wszystko idzie dobrze: są pieniądze, są sukcesy, dzieci się rodzą a poczucie pustki nie mija. Otoczenie oskarża takie osoby o lenistwo, olewactwo czy konfliktowość. A to właśnie są klasyczne objawy depresji, która wymaga natychmiastowego leczenia.

pomoc psychologa w uk

Chce pan powiedzieć, że depresje dotykają także ludzi sukcesu?

Paradoks polega na tym, że… głównie ich. To, że nasza psychika często nie jest w stanie wytrzymać napięcia i po prostu „pękamy” nie zależy od tego jak jesteśmy silni, męscy, twardzi czy inteligentni. I powodem nie są wyłącznie tak zwane „wzmocnienia negatywne” czyli mówiąc po ludzku – różnego typu nieszczęścia, które dotykają niemal każdego z nas. Psychika ludzka równie silnie reaguje na… „wzmocnienia pozytywne” czyli wielkie sukcesy, nagłe awanse, nagły przyrost gotówki, wielkie pozytywne zmiany itd itd. Znamy przykłady ludzi sławnych, bogatych, którym pozornie niczego nie brakuje, a później słyszymy o ich załamaniach, nawet samobójstwach. Nie trzeba daleko szukać, wymieńmy choćby słynnych aktorów Robina Williamsa, którego pożegnaliśmy półtora roku temu, czy znacznie wcześniej – Marylin Monroe – chyba największą sławę kina, której samobójstwo niegdyś odbiło się szerokim echem na całym świecie, czy stosunkowo niedawno Tony`ego Scotta – wielkiego reżysera, który u szczytu kariery rzucił się z mostu im. Vincenta Thomasa w Los Angeles zaskakując tym miliony fanów i przyjaciół.
Wśród sław silnie dotkniętych depresją były i są także wielkie umysły jak Stephen Howkings – największy współczesny astrofizyk, Albert Einstein, Maria Curie Skłodowska, poza tym Mozart, Bethoveen , Vincent Van Gogh, Hemingway, Winston Churchil i wielu wielu innych. Tym, którzy żyli dawniej było szczególnie trudno. Nie mieli tej wiedzy medycznej, którą my mamy dzisiaj.

Czyli dziś nie jesteśmy już wobec depresji całkowicie bezradni?

W dzisiejszych czasach radzimy sobie z depresjami naprawdę dobrze, pod warunkiem, że… chcemy się leczyć. Sama nie przejdzie.

Jak zorientować się, że czas najwyższy na wizytę u psychoterapeuty?

Na chwilę oderwać się od pędu życia codziennego i odpowiedzieć sobie na konkretne pytanie: czy wszystko w naszym życiu jest naprawdę ok. Odrzućmy kompletnie bezsensowne sofizmaty w stylu: „Życie już takie jest”, „No co ja poradzę, że ten mój mąż jest jaki jest” i rodzynek wśród najbardziej szkodliwych poglądów: „Rodzimy się aby cierpieć”.
Drodzy Państwo: Nie żyje się za karę! Życie ma dawać satysfakcję, przyjemność, radość. Jeśli jest inaczej – powinniśmy jak najszybciej to zmienić, a Gabinet Psychoterapeutyczny to właśnie takie miejsce, w którym dowiemy się jak to zrobić i otrzymamy odpowiednią pomoc. Nie oznacza to, że nie istnieją na świecie nieszczęścia, tragedie czy straty które powodują załamania psychiczne i czasem trudne do zrozumienia dla innych cierpienia. Ale także i wtedy, a już szczególnie jeśli taki stan utrzymuje się zbyt długo – powinniśmy udać się do gabinetu psychoterapeutycznego po pomoc. Nie wstydźmy się tego. Polacy są dokładnie na szarym końcu wśród narodów europejskich jeśli chodzi o odwagę w podejmowaniu decyzji dotyczących pomocy psychologicznej.

W czym psychoterapeuta jeszcze może nam pomóc oprócz problemów z depresją?

Jak mówiłem sporo naszych rodaków ma poważne problemy rodzinne, często mające swój początek tu, w Anglii, podczas gdy w Polsce przynajmniej teoretycznie było wszystko w porządku. Przychodzą do mnie mężczyźni opuszczeni tu przez swoje żony, a także kobiety których mąż wyszedł po papierosy i zadzwonił aby go nigdzie i nigdy już nie szukać. Takie problemy muszą mieć jakieś swoje źródło i aby je odnaleźć nie zawsze wystarczy tylko dobra wola. Skomplikowane konflikty między samymi małżonkami, a także między rodzicami a dziećmi i co szczególnie trudne – kłopoty wychowawcze z dorastającą młodzieżą – bardzo często wymagają wizyty u psychoterapeuty. Rozmowa w domu, a rozmowa w gabinecie – bardzo od siebie się różnią. Często nie mamy wystarczającej wiedzy psychologicznej, socjologicznej czy pedagogicznej by pomóc najbliższym, a nawet jeśli… to pamiętajmy – nawet terapeuci chodzą do terapeutów.
Jest zasada: bliskich i siebie samego uleczyć najtrudniej, a z profesjonalnego punktu widzenia – nie powinno się w ogóle tego próbować. To trochę tak jak z chirurgami – najbliższych członków rodziny nie wolno operować. Od profesjonalnej pomocy powinna być osoba z którą nie łączą nas żadne inne więzy oprócz relacji: psychoterapeuta – pacjent.

Czy trudno rozpoznać na co pacjent choruje? Zwykle przecież jest tak, że ktoś przychodzi mówiąc po prostu, że „coś ze mną nie tak”, źle się czuję, cierpię, ale to chyba nie to samo co ból gardła czy kaszel?

Zdecydowanie nie to samo, przy całym szacunku oczywiście dla rozpoznania infekcji wirusowej czy przeziębienia. Tu powiem banał, ale moim zdaniem mimo wszystko wart przypomnienia: w psychiatrii i psychologii mamy do czynienia z całą masą niezwykle podobnych do siebie objawów, które można podczas zbyt pobieżnego wywiadu po prostu pomylić ze sobą i wyciągnąć fałszywe wnioski.
Istnieją na przykład tak zwane depresje – i generalnie nerwice – rzekome, których objawy można dość łatwo pomylić z nerwicami – tymi klasycznymi, prawdziwymi. Bardzo skrupulatnie, selektywnie, dokładnie należy analizować wszelkie objawy konwersyjne (czyli histeryczne); ruchowe, czuciowe i psychiczne czy objawy neurasteniczne („neurastenia” znaczy dosłownie: „słabość nerwów”) itd itd. Przykłady można by mnożyć. Dążę do tego, że przy złej diagnozie i pobieżnym traktowaniu pacjenta można dość łatwo zrobić po prostu krzywdę.

Takie „rzekome” objawy często się zdarzają?

Bardzo często. Pamietam pacjenta, który kiedy go poznałem był generalnie w niezłej na pozór formie, był niezwykle miły, pogodny, wydaje się – optymistyczny. Skarżył się jednak że ma „drobne problemy ze swoimi nerwami” i to takie trochę dziwne – bo „w nieoczekiwanych momentach tak jakby trochę się czegoś obawiał”. Nie wiedział dlaczego i skąd się ten strach u niego brał. Przy bardziej wnikliwym wywiadzie trwającym kilka sesji okazało się, że określony zapach (nie mogę tutaj być zbyt dokładny w opisie ze względu na tajemnicę zawodową – przytaczam tylko to na co pozwolił mi pacjent) wywoływał u niego nie „taki sobie”, ale – paniczny lęk, który nie pozwalał mu na normalne funkcjonowanie, co jak się okazało było wynikiem silnej traumy z dzieciństwa (konkretnie poważnego wypadku, który miał miejsce w warsztacie ojca, gdzie ten zapach był odczuwalny codziennie). Kiedy pacjent był tego świadkiem (wypadek dotyczył pracownika ojca) – miał zaledwie cztery lata, ale przeżycie było tak silne, że jego psychika nie była w stanie sobie z tym poradzić więc wyparła wydarzenie ze świadomej pamięci. Ale… w podświadomości trauma oczywiście była aktywna i objawiała się zawsze kiedy przypadkowo pacjent z tym konkretnym zapachem się spotykał. Czuł wtedy potworny, paniczny lęk, który powodował wyjątkowe psychiczne cierpienia. Nie kojarzył tego, bo zapach okazał się dość rozpowszechniony nie tylko w warsztatach ale i wielu innych miejscach co utrudniało diagnozę. Nie pamiętał oczywiście także wypadku. W sukcesie bardzo pomógł wywiad w rodziną.

Jak się tego typu problemy leczy?

Poza tym o czym tu opowiedzieliśmy pacjent nie miał objawów jakiejkolwiek psychozy czy innych poważnych zaburzeń o innej etiologii (przyczynie, pochodzeniu), więc mogliśmy się skupić na tak zwanym „uświadomieniu” a następnie „przemodelowaniu” (czy jak to niektórzy terapeuci nazywają – „przepracowaniu”) najpierw nieuświadomionego a następnie już uświadomionego źródła. Bywa, że stosujemy w tego typu przypadkach tak zwane „warunkowanie zastępcze” (rodzaj uczenia się na nowo pozytywnych w tym wypadku reakcji). Brzmi dość prosto, ale metod terapii mamy już dzisiaj do dyspozycji wiele np. modele Everly`ego, Horowitza czy techniki, które nazywamy poznawczo – behawioralnymi, a które wydają się w tego typu przypadkach najbardziej obecnie efektywne.

Klienci, pacjenci się w tym wszystkim nie pogubią?

To tylko brzmi tak kostycznie i hm… nieco zbyt naukowo. W rzeczywistości pacjent odbiera to jako serię uspokajających, uśmierzających ból psychiczny, zwykle przyjemnych sesji, spotkań z terapeutą. Oczywiście jest pełna świadomość co tu robimy i jakie mamy cele, ale cały ciężar technik spoczywa na psychoterapeucie. Pacjent tego nie odczuwa i nie musi zawracać sobie tym głowy. Zastrzyków, lewatyw czy podłączania do prądu ponad wszelką wątpliwość w gabinecie psychoterapeutycznym nigdy nie spotkamy.

Wspomniał pan na początku o uzależnieniach

Tu sprawa trochę trudniejsza, bo w psychoterapii jest podstawowa zasada: pacjent musi chcieć. A w kontaktach z osobami uzależnionymi od alkoholu, narkotyków, leków czy hazardu nie zawsze mamy taki komfort. Ale jeśli ktokolwiek kto czyta tę naszą rozmowę doszedł do wniosku, że przekroczył pewną granicę dotyczącą swojego uzależnienia – apeluję o zajrzenie wgłąb samego siebie i decyzję. Resztą już my się zajmiemy.

Mówił pan, że „nie żyje się za karę” i warto powalczyć o zwykłe ludzkie szczęście. Tego uczy pan pacjentów?

Trzeba być realistą. Nieszczęściom, problemom dnia codziennego, stratom naszych bliższych psychoterapeuta nie zapobiegnie. Nie uciszymy wkurzającego sąsiada ani upierdliwego pracodawcy. Nie od tego jesteśmy, ale… uzbroimy waszą psychikę w odpowiednie narzędzia i siłę ,dzięki którym z wszystkimi tymi problemami będziecie sobie radzić znacznie lepiej. Psychoterapeutę można porównać do przyjaciela któremu bez najmniejszego ryzyka można zaufać i powierzyć najgłębiej skrywane problemy. On nie tylko nie zawiedzie, ale wyposażony w odpowiednią, profesjonalną wiedzę – bardzo pomoże. I tym się właśnie zajmujemy w naszych gabinetach.

Przekaż dalej

Odpowiedz